
Dołączył: 03 Paź 2018
Posty: 4 Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3
|
Opat jednak nie sluchal. Przewrocil tylko oczyma.
-Boze, moj Boze, nie opuszczaj mnie! Nie jestem jeszcze gotow, by dolaczyc do
Twych aniolow! - powiedzial i znow wzial nogi za pas.
Eziowi nie pozostalo nic innego, jak powalic go na ziemie. Po chwili szamotaniny obydwaj staneli na nogi i otrzepali sie z kurzu, otoczeni przez mnichow, spogladajacych na cala sytuacje wybaluszonymi oczami.
-Prosze, nie uciekaj juz! - powiedzial blagalnym tonem Ezio.
Opat skulil sie ze strachu.
-Nie! Miej litosc! Nie chce umierac... - wymamrotal. Ezio, swiadom tego, ze jego glos brzmi egzaltowanie, rzekl:
-Racz mnie wysluchac, ojcze opacie. Zabijam wylacznie tych, ktorzy zabijaja innych, a brat Stefano byl morderca. Usilowal odebrac zycie ksieciu Lorenzowi w Roku Panskim 1478 - przerwal i przez chwile ciezko oddychal. - Niech zatem, messer abate, uspokoi cie to, ze jestem pewny, iz ty morderca nie jestes.
Post został pochwalony 0 razy |